Norbert KarpIT SOLUTIONS

Od czego zacząć automatyzację: jeden proces, nie cała firma

· 5 min · na podstawie wdrożeń, które zaczynały się od jednego procesu

Najczęstszy błąd to zacząć od narzędzia albo od mapowania wszystkiego naraz. Jedno i drugie kończy się tak samo: kilka miesięcy pracy, duży rachunek i procesy, które dalej robi się ręcznie. Poniżej test na trzy pytania, który wskazuje proces do automatyzacji jako pierwszy — i lista tych, których nie warto ruszać.

Panel operacyjny z wdrożenia: statusy zgłoszeń i czasy reakcji
Panel z wdrożenia opisanego w tekście. Zaczęło się od jednego procesu — rezerwacji — a nie od mapy całej restauracji.

Dlaczego „zmapujmy wszystko" kończy się niczym

Mapowanie całej firmy brzmi rozsądnie i jest najczęstszą rekomendacją. Problem w tym, że kończy się dokumentem na kilkadziesiąt stron, którego nikt nie wdroży. Po drodze zmienia się połowa założeń, ludzie tracą cierpliwość, a budżet idzie na analizę zamiast na działający system.

Drugi wariant tego samego błędu to zaczynanie od narzędzia: „wdrożymy CRM", „kupimy n8n". Narzędzie nie jest procesem. Bez odpowiedzi, co dokładnie ma się dziać samo, kupujesz licencję i dokładasz sobie kolejny panel do pilnowania.

Test na trzy pytania

Weź jeden proces, który dziś denerwuje najbardziej, i sprawdź go tym testem. Jeśli któraś odpowiedź brzmi „nie", to nie jest kandydat na pierwszy krok.

  1. Czy robisz to co najmniej raz w tygodniu? Automatyzacja rzeczy robionej raz na kwartał nigdy się nie zwróci, choćby była najbardziej irytująca.
  2. Czy da się to opisać jednym zdaniem bez słowa „zależy"?„Gdy przyjdzie zgłoszenie, ma trafić do arkusza i przyjść mi powiadomienie" — nadaje się. „Zależy od klienta, czasem robimy tak, a czasem inaczej" — nie nadaje się, bo najpierw trzeba podjąć decyzję biznesową, a nie techniczną.
  3. Czy pomyłka jest kosztowna? Zapomniana faktura, nieodebrane zapytanie, przeoczony termin — to procesy, gdzie automat płaci za siebie samym brakiem wpadek, zanim policzysz oszczędzony czas.

Czego nie automatyzować na starcie

Trzy rzeczy, które wyglądają na dobrych kandydatów, a nimi nie są:

  • Proces, którego nikt nie umie opisać. Jeśli dwie osoby w firmie robią to inaczej, automat utrwali jedną z wersji — i to niekoniecznie lepszą. Najpierw ustalcie, jak ma być.
  • Coś, co za chwilę i tak się zmieni. Proces przed przeprowadzką na nowy system albo przed zmianą przepisów to praca do wyrzucenia.
  • Rozmowa z klientem, która sprzedaje. Automat świetnie przypomni o terminie i wyśle potwierdzenie. Nie zastąpi telefonu, po którym ktoś podpisuje umowę.

Ile to kosztuje na wejściu

Pojedynczy scenariusz to zwykle od dwóch do sześciu godzin pracy. Przy stawce 250 zł netto za godzinę daje to kwoty rzędu 590 zł za najprostszy przypadek — na tyle mało, że nie wymaga to analizy opłacalności, tylko decyzji, czy dany problem w ogóle warto rozwiązać.

To jest sedno pierwszego kroku: nie kupujesz systemu, tylko sprawdzasz jedną rzecz. Jeśli zadziała, następny proces jest łatwiejszy, bo znasz już swój przepływ danych i wiesz, czego oczekiwać.

Konkretnie: od czego zaczynają inni

Cztery scenariusze, które w małych firmach powtarzają się najczęściej i spełniają test z góry:

  • Zgłoszenie z formularza tam, gdzie pracujeszZapytania siedzą w skrzynce i giną między innymi mailami.
  • Przypomnienia, o których nie musisz pamiętaćKlient nie przychodzi albo nie płaci, bo nikt mu nie przypomniał.
  • Faktura kosztowa trafia do księgowej samaFaktury krążą mailem, a na koniec miesiąca połowy brakuje.
  • Cotygodniowy raport bez klikaniaLiczby są w kilku miejscach i nikt ich nie zestawia.